One day in Hongkong


Na początku roku kiedy wszyscy emocjonowali się wydarzeniami w Chinach i z uwagą śledzili rosnące czerwone kółka na mapie Azji, ja postanowiłem zobaczyć to z bliska a przy okazji powspinać się w bardzo malowniczej scenerii drapaczy chmur. Przecież to blisko w sam raz na jednodniowe wspinanie.
Tak na poważnie to w połowie lutego, razem z moją rodziną zaplanowaliśmy sobie urlop. Miejscem docelowym było Borneo ale żeby się tam dostać zahaczaliśmy o Hongkong. Zrobiłem wcześniej rekonesans i stwierdziłem, że warto wrzucić buty wspinaczkowe na dno plecaka. Miejscówki w samym HK robiły niesamowite wrażenie. Przede wszystkim walory widokowe były takie jak nigdzie wcześniej.


W drodze powrotnej do Europy zaplanowaliśmy sobie trochę dłuższy stopover w HK i to był moment kiedy mogłem wyciągnąć buty z dna plecaka. Był tylko jeden problem – brak partnera. Wspinanie z Martą nie wchodziło w grę bo wtedy musielibyśmy przykuć dzieci do drzewa. Nie bardzo chciałem sprawdzać jak na taki widok zareagują lokalsi. Przecież oni też tam mają jakiś odpowiednik naszego MOPSu. Z pomocą przyszedł mi FB i lokalna grupa wspinaczkowa @Hong Kong Rock Climbing. Wrzuciłem post o moim terminie pobytu w HK i dość szybko dostałem wiadomość od Francuza, z  którym umówiłem się na związanie liną. Takie rozwiązanie ma swoje oczywiste minusy ale jak się nie ma co się lubi to się lubi co się ma. Finalnie jednak Sebastien okazał się fajnym i ogarniętym gościem. Mieszka  żoną w HK od dwóch lat i generalnie miło tam spędza czas. Żona pracuje a on wspina się, chodzi na plażę i zajmuje się domem. Od razu gościa polubiłem. :)


Spotkaliśmy się na stacji metra, złapaliśmy na ulicy taksówkę i po 30 minutach od mojego wyjścia z „domu” byliśmy na Beacon Hill. Podejście pod skałę z drogi to w porywach 10 minut z przystankiem na siku. Wiele spotów w HK znajduje się w samym mieście i wyjście tam można traktować jak wycieczkę na elektronik lub OSiR. Nasza skała oferowała wspinaczkę po drogach obitych ale w okolicy można było również posmakować tradu. Typ skały to granit i bazalt z super tarciem. Mimo, że Beacon Hill nie jest ani wysoką ani długą skałą to znajduje się na niej przekrój dróg dla wszystkich łącznie z F8b.


My tego dnia przewspinaliśmy 8 dróg: Cat ladder 6a, One eye snake 5c, King cobra 5, Pretty girl 6a, Point break 6b, Crosswalk 6a, Head on 6a+. Na Point break sobie polatałem sprawdzając czujność Sebastiena. Wyłapał mnie wzorowo jakby robił kurs u Michała Górzyńskiego. :)
Niestety nie udało nam się odwiedzić innych sektorów poza wspomnianym powyżej. Nie mniej jednak mam wrażenie, że każdy znajdzie w HK coś dla siebie. Są tam typowe ogródki przeznaczone dla wspinaczy sportowych. Są baldy dla miłośników noszenia materaca na plecach. Są całkiem fajne drogi dla wspinaczy na własnej protekcji jedno i wielowyciągowe. Sektorów nad wodą z klifami też jest cała masa. Hongkong oferuje grubo ponad tysiąc dróg zarówno dla początkujących jak i zaawansowanych wspinaczy. Jeśli więc będziecie tam przelotem lub na dłużej warto o tym pamiętać.

 

  

EUROTRIP WSPINACZKOWY

Pod koniec lipca mieliśmy w planach wyjazd na Piz Badile, ale zawsze musi być jakieś „ale”. Marcin nie dostał urlopu, a w Alpach i Dolomitach przez tydzień leje. Zmieniamy plany – gdzieś na południe, gdzie świeci słonko. Do ekipy ( Andrzej-Laos i ja) dołącza Piotrek i Łukasz (Chomik), którego mamy zgarnąć po drodze z Katowic.
Przed wyjazdem Andrzej zamontował na dachu swego auta takie cudo – dom na kółkach.Dom na kółkach

 

Jak pech, to pech. Nie zdążyliśmy wyjechać z Olsztyna i już kraksa. Zderzenie nastąpiło ze stropem garażu Piotra – zapomnieliśmy o namiocie na dachu. Straty spore, ale damy radę. Jedziemy. Teraz nawet na S-7-ce sprawdzamy wysokość wiaduktów. Planowo zgarniamy Łukasza i ciśniemy na południe. Może na początek Hollental? Prognozy niezłe. Zajeżdżamy.
Od ostatniego pobytu trochę się zmieniło. Kontener z kibelkami został obudowany drewnianą chatką i nocleg nie jest już darmowy.
  Camp w Hollental

Jest sobota wczesne popołudnie. Parking zabity autami, a camping namiotami. Coś tam znajdujemy dla siebie i jedziemy trochę się rozruszać. Na początek dolina Mały Hollental , ściana Vordere Loswand. Piotrek z Chomikiem na Gratkamine IV+, ja z Andrzejem na Loswandkamine z dość dziwnym opisem III+ ostatni wyciąg V- A0 ( obie drogi 200-250m).

Chłopaki ruszają pierwsi ( ich droga była bliżej ), my po kilkunastu minutach też odnajdujemy wejście w swoją drogę ( klasycznie przed godz.16-tą). Początek łatwy idziemy bez asekuracji. Wyżej postanawiamy iść na lotnej.  Drugi kominek na tej drodze wyceniony na III+ wycisnął ze mnie wszystkie poty. Gdyby nie strach przed dłuuugim lotem (lotna asekuracja i ostatni przelot ze sparciałych starych taśm), to chyba bym poleciał. Już myślałem, że ze mną coś nie tak, ale Jędrek po dojściu do mnie potwierdził moje odczucia – Jezu! dobrze, że tego nie prowadziłem. Podchodzimy pod kluczowy wyciąg. Prowadzi Andrzej. Bardzo ciasny lekko przewieszony kominek. Już wiemy, co oznaczało to A0. Chwytając się za pętle, haki i wszystko co siedziało w ścianie, wspomagając się staniem w pętli przechodzimy ten wyciąg. Uff, normalne A0 wygląda trochę inaczej. W nowszej wersji przewodnika jest VI A0. Kończymy drogę i kolejny pech. Jędrkowi spada but wspinaczkowy (nowy). Ja oceniam bardzo nisko szanse na odzyskanie go ( ściana jest wielka i mocno urzeźbiona). Andrzej zjeżdża kawałek, ale nic nie widać. Podchodzimy na pik i ok. 1,5 godz. czekamy na drugą ekipę. Wreszcie są. Narzekają trochę na kruszynę. Zrobiło się ciemno, a przed nami zejście bardzo fajną ferratą, niestety nic nie widać. O 22-giej jesteśmy na campie. Kolacja i zasłużony odpoczynek.
  Loswandkamine


Następnego dnia prognoza jest średnia – przelotne deszcze. Jędrek z Chomikiem postanowili jednak odzyskać but ( przejść jeszcze raz drogę od dołu), ja z Piotrkiem wybieramy jakąś łatwą grań + ewentualnie ogródek wspinaczkowy sportowy. Po małych perypetiach z dotarciem pod drogę ( przewodnik po Hollentalu jest bardzo specyficzny i nie jest łatwo trafić tam gdzie się chce) szpeimy się i zaczyna padać. Na szczęście jest fajna koleba, przeczekujemy. Chłopaki też rezygnują z przejścia drogi, ale idą ratować but od góry.
Hollental zejście


Po deszczu sprawnie przechodzimy wybraną drogę i wszystkie obite w ogródku ( od IV do VI). Wracamy na parking pierwsi i przygotowujemy obiad. Za chwilę zjawiają się poszukiwacze – pełen sukces, but odzyskany. Hura!! Andrzej i Chomik nie są zachwyceni wspinaniem w Hollentalu, dlatego następnego dnia ruszamy do Ospu w Słowenii. Po drodze zwiedzmy Jaskinię Postojną ( drogo, ale warto). Jaskinia jest tak duża, że w środku jeździ się kolejką.
Jaskinia Postojna


Późnym popołudniem meldujemy się na campie w Ospie. Zaliczamy szybko jeszcze jeden kraj – po zakupy trzeba pojechać do Włoch do Triestu. Wieczór przy piwku z widokiem na skały.
Widok z campu w Ospie


Rano wybieramy się na wspin do miejscówki Crni Kal. Znajdujemy zacienioną ścianę i robimy po kilka dróg w przedziale IV-VI.
 
Wspin w Crni Kal                                             Crni Kal

Potem jedziemy zobaczyć kultowe miejsce Misja Pec z bardzo trudnymi drogami.
Formy naciekowe w Misja Pec

Podchodzimy pod drogę Strelovod ( najlepsza w kapowniku Michała G. 8c+). Jędrek podchodzi do pierwszego przelotu. Fotkę wysyłamy Górzyniakowi z komentarzem, że droga zaraz padnie. On za chwilę odpisuje, że w tej temperaturze to możemy sobie co najwyżej popływać. Faktycznie – zimno nie jest.
Strelovod


Zimno nie jest


Najbardziej chcemy powspinać się wielowyciągowo, więc po południu ruszamy do Paklenicy. Wieczorem jesteśmy już na campie w Seline pod Starigradem. Późna kąpiel w morzu wcale nie chłodzi. Ze względu na koszmarny upał postanawiamy wspinać się wcześnie rano. Ja optuję za pobudką o 4-tej. Po negocjacjach staje na 5-tej.
Nie udało się, ale i tak parę minut po 7-mej jesteśmy pod najlepszą miejscówką w Paklenicy, pod pn. ścianą Anicy Kuk.
Anica Kuk


Na pierwszy dzień wybieramy krótkie obite 4-wyciągowe drogi - Kamasutra 150m 5b+ Piotrek i Andrzej oraz Figurae Veneris 160m 6a Łukasz i Darek. Prowadzę pierwsze dwa wyciągi. Dzisiaj Chomik coś nie w formie ( chociaż wczoraj było sportowo – po 1 piwku). Najpierw odpada idąc na drugiego, a potem nie może przejść kruksa na wyciągu za 6a. Jakoś udaje mi się to przejść – na blokach. Potem już jest łatwiej i kończymy drogę. Druga ekipa już na nas czeka – przeszli szybko i sprawnie. Obie drogi warte polecenia. Skała pewna, obicie może nie takie jak na Jurze, ale wystarczające do bezpiecznej asekuracji.
Piotrek na Kamasutrze


Zejście w straszliwym upale daję się mocno we znaki. Z powodu upałów potok płynący normalnie Wielką Paklenicą wysechł. Ale na szczęście pozostała niezła kałuża w której zażywamy kąpieli na zejściu..
                 Kąpiel


Wspinamy się jeszcze chwilę na drogach sportowych, ale nie, jest za gorąco. Potem już tylko siesta na plaży.
Sport climbing


Następny dzień przeznaczany na jedną z klasycznych dróg na Anicy Kuk – Mosoraśki 350m 6a. Wcześnie rano jesteśmy pod ścianą. Idę w pierwszym zespole z Jędrkiem. Początek bez historii. Potem o jeden wyciąg za wcześnie robię długi trawers na cały wyciąg. Przez to funduję sobie trochę adrenaliny wspinając się przez dwie długości liny w pionowym terenie czwórkowym z bardzo słabą asekuracją. Właściwa droga jest obita, więc nie mieliśmy żadnego szpeju do asekuracji, tylko parę pętli zarzuconych na ruszające się głazy i kilka starych haków.  Drugi zespół poszedł normalną obitą drogą. Dochodzimy pod kluczowe wyciągi. Andrzej przechodzi je szybko i sprawnie.  
                   Za wcześnie zrobiony trawers           Łukasz w kluczowym wyciągu


Czekając na drugą ekipę pod pikiem ucinamy sobie krótką drzemkę. W sumie droga trochę nas rozczarowała. Oprócz dwóch najtrudniejszych wyciągów nie była specjalnie porywająca. Przy powrocie kolejna kąpiel w coraz mniejszej kałuży. Poziom wody obniżył się o pół metra.
                 Na piku


Na następny dzień Andrzej z Łukaszem wybrali sobie obitą drogę Domżalski 120m 6a na Stupie (zachodni filar Anicy Kuk), chyba jedną z najbardziej fotogenicznych dróg w Paklenicy.

 
Stup                                                              Chłopaki na Domżalskim Stup

Ja z Piotrem idziemy na północne żebro Veliki Ćuk 170m 4b+. Droga bardzo ładna, z pięknymi widokami. Kończymy ją szybko i pędzimy do ulubionej kałuży. Piotrek zszedł jeszcze do knajpki w wąwozie i przyniósł zimne piwko. Prawie raj. Dzięki Piotr! Po godzinie dochodzi druga ekipa. Chłopaki są pod wrażeniem pięknego wspinania po płytach w dziwnych formacjach skalnych. Wracamy na camp i znowu laba na plaży.
Na ostatni dzień wybieramy drogę Karabore 120m 5b na Stupie. Na pierwszy ogień rusza Piotrek w parze z Andrzejem. Dwa pierwsze wyciągi prowadzą rysami i kominem. Ledwo, ledwo udaje mi się je przeprowadzić, bo dzisiaj to ja mam słaby dzień. Dopadła mnie konieczność częstego zdejmowania uprzęży.
A gdzie łojant?


Bardzo ciekawe jest drugie stanowisko. Znajduje się ono w małym kociołku eworsyjnym średnicy ok. 1m i głębokości ok 1,5m. Nie trzeba zakładać stanu, bo nie da się z niego wypaść. Dwa następne wyciągi prowadzą po płytach, Jeszcze tylko dwa zjazdy i lądujemy pod ścianą.
Zjazd ze Stupa


Dzisiaj odpuszczamy kąpiel w kałuży Wracamy na camp, pakowanie, obiad i pozostała już tylko 16-godzinna podróż do domu. Zaliczyliśmy 6 krajów ( przez moment chcieliśmy wracać przez Węgry i Słowację - to byłoby 8 ), wspinaliśmy się w trzech kompletnie różnych rejonach. Wróciliśmy pełni wrażeń, ale chyba nie za mocno nawspinani. Lato nie jest jednak dobrym wyborem na wspin w Paklenicy, ale w tym roku pogoda zadecydowała za nas.

Darek Gierszewski

 

GALERIA

         K2(KWARANTANNA)

 

       Informuję, że dokonałem kolejnego pierwszego wejścia, tym razem na wyróżniający się w okolicy szczyt o nazwie K2(Kwarantanna) i wysokości 117 m. Szczyt  zlokalizowany jest w Giedajtach. Południowa i północna ściana są całkowicie pionowe i osiągają aż 5 m wysokości. Od strony wschodniej góra jest zbudowana z pionowej ściany wysokiej na 2,5 m, zwieńczonej okapem, a wyżej znajduje się kilkumetrowe zbocze o nachyleniu 30o.  Najłatwiejsza jest strona zachodnia o długim monotonnym skłonie sięgającym niemal podnóża, jednak wejście od tej strony byłoby mało sportowe. W bliskim otoczeniu znajduje się jeszcze większy i wyższy szczyt Kwarantanna 1 (120 m). Ten ostatni jest już jednak dawno zdobyty. Pierwszego wejścia dokonał w 2005 r. kominiarz (nazwisko nieznane). W późniejszych latach był wielokrotnie odwiedzany, między innymi w 2019 r. kilkakrotnie przez autora tego doniesienia (we wszystkich przypadkach bez tlenu). Na wierzchołku w 2018 r. stanęła nawet sama Beata Bubik (również bez użycia tlenu i na żywca). 

Z obu szczytów, szczególnie z wyższego, są rozległe widoki w kierunku południowym na morenowe wzgórza z fazy pomorskiej zlodowacenia północnopolskiego.   

Szczegóły wyczynu:

•Pierwsze wejście – Jerzy Pepol solo, 28.04.2020r., od strony wschodniej, udokumentowane fotograficznie.

•Czas wejścia (rewelacyjnie krótki) – 2 min.

•Trudność – w dolnych partiach AO, wyżej solidne: 0 (WHP), 1(skala francuska), E(skala brytyjska).

•Nazwa drogi – „Jak się nie ma, co się….”

•Informacje dodatkowe: Droga lita. Dotychczas brak wejścia zimowego.

Gdyby ktoś chciał powtórzyć i dokonać drugiego w historii wejścia, mogę służyć za przewodnika, bo rozpoznałem drogę i trudności (gaża do uzgodnienia).

Załączam fotografię dokumentującą to niebywałe osiągnięcie. Na zdjęciu widoczna ściana północna.

Jerzy Pepol

Tatry Wysokie – Słowacja – Dolina Łomnicka – Kieżmarski Szczyt

 

      Pomysł wyjazdu w Tatry zrodziła stabilna prognoza pogody, która miała się utrzymać przez dłuższy czas. Decyzja została podjęta i w składzie Darek-Marcin-Andrzej pojechaliśmy w piątkowy wieczór na południe. Trzy osobowy zespół ma klika istotnych zalet nie tylko wspinaczkowych. W aucie tylna kanapa może służyć za w miarę komfortowe miejsce snu dla zmienianego kierowcy. Można zatem przynajmniej częściowo zregenerować się po całym dniu pracy i być w nienajgorszej kondycji dnia następnego. 

        Pod kolejkę na Łomnicę przyjeżdżamy około 4 w nocy, więc mamy jeszcze kilka godzin żeby odpocząć przed wjazdem na górę. Postanawiamy wjechać na wysokość schroniska Skalnatá Chata, oszczędzając tym samym czas i unikając dźwigania ciężkich worów. Wjazd i zjazd to koszt 23 euro, a bilet w dół można wykorzystać w przeciągu 5 dni. Plan na nocleg zakładał pełną improwizację i szukanie rozwiązania na miejscu. Przy czym chcieliśmy załatwić to szybko aby jeszcze tego samego dnia zameldować się w ścianie Kieżmarskiego lub Łomnicy. Schronisko Skalnatá Chata nie posiada aktualnie żadnych miejsc noclegowych oraz przechowalni. Stacja kolejki również funkcjonuje tylko jako jedna wielka restauracja i miejsce odpoczynku przed wjazdem/wejściem na Łomnicę. Los był dla nas tym razem łaskawy i przytrafiło nam się coś czego nie mogliśmy się spodziewać planując ten wyjazd. Najpierw spotkaliśmy dwóch wspinaczy z Warszawy, którzy zdradzili nam swój patent na nocleg. W budynku starej kolejki nocowali miejscowi koledzy ze Słowacji i po krótkiej rozmowie przygarnęli również nas pod swoje skrzydła. Mieliśmy tam pełen luksus w postaci materacy piankowych, łazienki, prysznica i kuchni z pełnym wyposażeniem. To miejsce jest w trakcie remontu i w przyszłym roku powinno być otwarte oficjalnie dla wspinaczy. Słowacy mieli do tego dostęp dzięki znajomości z właścicielem obiektu, a my szczęście, że trafiliśmy tam w czasie ich pobytu. Skoro nie śpimy pod chmurką to morale wzrosły i w podskokach ruszyliśmy pod ścianę Kieżmarskiego.

 

        Dojście pod ścianę to tylko 45 minut, więc szybko dochodzimy do startu naszej drogi czyli prawej depresji zwanej również Prawym Puškášem. W ścianie wspina się już kilka zespołów, ale my tego dnia nie będziemy wisieć z innymi w jednym stanowisku. Pierwsze wyciągi prowadzi Darek. Dwa dolne są ewidentne, ale od trzeciego zaczynają się problemy z orientacją przebiegu naszej linii. Na pewno jedną lub dwie długości liny przechodzimy własnymi wariantami, ale w końcu wracamy na Puškáša już przy prowadzeniu Marcina. Drogę przechodzimy dzieląc się sprawiedliwie prowadzeniem po 3 wyciągi każdy. Do szczytu pozostaje nam jeszcze około 150m rampą i łatwym I-II terenem bez asekuracji. Pokonujemy ten dystans w zapadających ciemnościach i o 20 stajemy na szczycie. Na wierzchołku spotykamy słowackich wspinaczy, którzy robili Grań Wideł i postanowili na nim zanocować. Pomagają nam w odnalezieniu początku ścieżki zejściowej w kierunku Huncowskiej przełęczy. Ścieżka w ciemnościach nie jest ewidentna, zanikająca miejscami, czasem oznaczona kopczykami. W nawigacji pomogła nam apka Maps.me, dzięki której znaliśmy swoją dokładną pozycję i nie minęliśmy po ciemku przełęczy i zejścia do doliny. Polecam zainstalować ją sobie bo pomaga szczególnie nocą w nieznanym terenie. Nam dała wsparcie już drugi raz (pierwszy w Höllentalu), zaoszczędzając niepotrzebne dreptanie w nieznanym. Zejście z Kieżmarskiego Szczytu zajęło nam i tak około 2.5h. Przed 23 meldujemy się na kwaterze gdzie trwa już polsko-słowacka impreza zapoznawcza. Przyłączamy się do niej, pamiętając , że to wyjazd sportowy i jutro skoro świt znowu będziemy w ścianie.

 

        W niedzielę postanawiamy zrobić linię, która da nam gwarancję powrotu za dnia. Wybieramy drogę Birkenmajera przecinającą środkową część ściany. Drugi i czwarty wyciąg to bardzo estetyczne wspinanie w dobrej jakości skale. Pozostałe długości liny to raczej zdobywanie wysokości bez jakiejś szczególnej historii. Dochodząc do rampy postanawiamy nie kończyć drogi na wierzchołku a zjechać nią poznając drogę wycofu ze ściany. Dalsze wspinanie rampą i terenem nad nią zaliczyliśmy dnia poprzedniego więc nie mieliśmy ochoty tego powtarzać. Zjazdy okazują się bezproblemowe. Na rampie oraz pod nią jest wiele stanowisk zjazdowych. Mając linę 60m mija się przy zjeździe przynajmniej jedno pośrednie a czasem i dwa. Stanowiska w przeważającej większości nowe i budzące zaufanie.  Droga Birkenmajera jest linią historyczną z 1930 roku znajdującą sposób na przejście środkiem ściany 550m urwiska Kieżmarskiego Szczytu. Choćby dlatego jest warta pokonania. Dodatkowym atutem jest możliwość rozpoznania z niej drogi Obrovský kút czyli po naszemu Wielkie Zacięcie. Zarówno dolnej partii jak również samej góry, która jest doskonale widoczna z rampy. Mamy nadzieję, że dane nam będzie wspiąć się kiedyś tą jedną z ładniejszych dróg wspinaczkowych w Tatrach.

         

        Poniedziałek  był pogodowo najładniejszym dniem naszego wyjazdu. Szkoda, że nie mogliśmy go wykorzystać w pełni bo czekał nas powrót do Olsztyna. Zdecydowaliśmy się na szybki wspin lewą depresją drogą Lewy Puškáš żeby nie utknąć w ścianie i wracać do domu jak zwykle spóźnieni. Atutem drogi jest ewidentny przebieg i wejście w jej połowie na rampę. Nie da się na niej zgubić, pomylić przebieg, a gdyby nawet to warianty są w podobnej wycenie, więc zapych nam nie grozi. Droga jest dobrym wyborem na pierwszy dzień wspinania i od niej powinniśmy zacząć naszą przygodę z Kieżmarskim Szczytem. Zrobiliśmy dół drogi do rampy darując sobie resztę z tego samego powodu jak dzień wcześniej. Dzięki temu mogliśmy szybko wycofać się drogą zjazdów i ruszyć do stacji kolejki po resztę naszych gratów. Do Olsztyna dotarliśmy po 23 pokonując nie osiągalną wcześniej granicę północy. Dziękuję Panowie za udany wyjazd i bezpieczny powrót do domu.

P.S. Okazuje się, że pod Kieżmarem i Łomnicą jest całkiem sporo fajnych kamieni na nocleg. Co przed naszym wyjazdem nie było tak oczywiste. Lejkowy kocioł oferuje kilka miejsc do spania co daje nieoceniony komfort krótkiego podejścia pod wybrane cele. Stacja kolejki i Skalnata Chata oficjalnych miejsc noclegowych nie posiada, chyba że będziecie mieli szczęście takie jak my śpiąc w Galérii Encián.

Urobek:

Kieżmarski Szczyt (ściana południowa) droga Prawy Puškáš V

Kieżmarski Szczyt (ściana południowa) droga Birkenmajera wariant V

Kieżmarski Szczyt (ściana południowa) droga Lewy Puškáš IV

P.S. "Czasów przejścia nie podaję bo wolę o tym zapomnieć"

 

Andrzej Osmolik

CENNIK ŚCIANKI KW OLSZTYN

OD 1.02.2020 obowiązują ceny:

 

Członkowie KW Olsztyn

Dorośli

wejście jednorazowe - 7zł

karnet na 10 wejść - 60zł (ważny 2 miesiące od daty zakupu)

karnet miesięczny - 80zł (ważny od 1-go do końca miesiąca na dowolną ilość wejść) 

 

Dla dzieci do 15lat ( 8 klasa podstawówki włącznie)

wejście jednorazowe - 5zł

karnet na 10 wejść - 40zł (ważny 2 miesiące od daty zakupu)

karnet miesięczny - 60zł (ważny od 1-go do końca miesiąca na dowolną ilość wejść) 

 

Niezrzeszeni (wejścia komercyjne):

dorośli  - 15zł

dzieci - 10zł